niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 18 :-)

-Ja.. ja. -zaczęłam się jąkać.
Patrzył na mnie. Mogłam zobaczyć w jego oczach.. strach.
-Oczywiście, że tak. -uśmiechnęłam się. Łza spłynęła z mojego policzka. Harry odetchnął z ulgą. Wstał i założył mi pierścionek. Przytuliłam się do niego. Zaraz po tym on wpił się w moje usta. Wszyscy zaczęli bić brawa i nam gratulować.
-Jeszcze coś. -powiedział Louis. Uklęknął przed Samanthą i powiedział. 
-Samantha, kocham Cię.. Wyjdziesz za mnie? -zaśmiał się.
-Boże, Louis, tak. Kocham Cię. -powtórzyła się sytuacja, jak u mnie.
Po 2 godzinach wszyscy goście wyszli. Gdy tylko zamknęłam drzwi, Harry mocno mnie do nich przyparł i pocałował.
-Kocham Cię. - powiedział.
-Ja Ciebie też.
Odeszłam od niego i zaczęłam sprzątać ze stołu. Włożyłam wszystkie naczynia do zmywarki. Harry w tym czasie był na górze i coś robił.
-Kochanie. -powiedział, kiedy już był w kuchni, obok mnie.
-Hmm.. -mówiąc to zamknęłam oczy, przechyliłam głowę do przodu i zaczęłam masować swój kark. Podszedł on on tyłu, zdjął moje ręce i zaczął mi robić masaż.
-Chodź na górę. -szepnął mi do ucha.
Pociągnął mnie za rękę. Weszliśmy po schodach i skierowaliśmy się w kierunku łazienki. Kiedy tam weszliśmy ,zaniemówiłam. Na szafkach były zapalone świeczki, tylko świeczki. Z radia leciała piękna, relaksująca muzyka. W naprawdę ogromnej wannie, w której zmieściło by się ze 4 osoby, była gorąca woda, piana oraz płatki róż.  
-To jest..piękne. -pocałowałam go.
-Ciesze się, że Ci się podoba. -uśmiechnął się.
-A tak w ogóle..skąd wziąłeś róże?
-Jak to skąd? Ze sklepu ,przecież nie z ogrodu kochanie. -uśmiechnął się szeroko. -Wchodzisz do tej wody, czy nie? -zaśmiał się.
-Mhym..
Kiedy już rozebrałam ciuchy i byłam w samej bieliźnie, Harry miał wychodzić z pomieszczenia.
-A ty gdzie? -zapytałam.
-Na dół.
-Nie będziesz ze mną?
-A chcesz? -podniósł jedną brew do góry.
-No chodź.
Zaczął się rozbierać. Kiedy nie mieliśmy już na sobie nic, do wanny najpierw wszedł Harry, a potem ja. Oparłam głowę o jego tors.
DOBRA ,WŁĄCZCIE TO : http://www.youtube.com/watch?v=5anLPw0Efmo - JAK PRZECZYTACIE TĄ KWESTIE, MOŻECIE WYŁĄCZYĆ.  ALE CZYTAJCIE POWOLI ;-;
-Harry..
-Tak?
Łza spłynęła po moim policzku. Starłam ją szybko, żeby Harry nie zauważył, ale niestety zobaczył.
-Ej, kochanie. Co jest?
Usiadłam na przeciwko niego. Podkuliłam swoje kolana i popatrzyłam na niego ze łzami w oczach.
-Diana..
-Co byś zrobił, gdyby mi się coś stało?
-O czym ty mówisz?
-Co byś zrobił, gdybym.. umarła?
-Diana co ty..
-Odpowiedz.
...
Siedzę z Dianą na ławce w parku. Jest piękna, roześmiana, zresztą jak zawsze. Trzymamy się za ręce.
-Pójdziemy do kawiarni ? -spytała. -Pić mi się chce. -zmarszczyła dziwnie nos, na co ja się zaśmiałem.
-Jasne. Chodź. -pociągnąłem ją za rękę.
Szliśmy powoli, rozmawiając, śmiejąc się. Nic się takiego nie działo. Zeszliśmy na pobocze, ponieważ nie było chodnika. Szturchnęła mnie lekko w ramie. Popatrzyłem na nią. Ona popatrzyła się na mnie. Ah ,te jej piękne oczy. Znowu mnie szturchnęła.
-Diana. -zaśmiałem się.
-No co ?
-Co, co ? -drażniłem się z nią.
-Złapiesz mnie ?
-Nie chce mi się Cię gonić.
-Oj, pan Styles wymięka.
-Serio? No to zobaczymy, kto zaraz będzie taki cwany. 
Zacząłem ją gonić. Śmiała się. Samochody przejeżdżały obok nas,ale nic sobie z tego nie robiliśmy. Biegaliśmy dalej. Niedaleko nas, była zamknięta studnia. Wbiegła na nią. Ja wbiegłam za nią. Chciałem ją złapać, kiedy jakieś dziecko pchnęło mnie ,popchnąłem ją. Potknęła się ona o coś metalowego, upadła na jezdnie. Była zdezorientowana. Siedziała i się nie ruszała.
-Wstawaj Diana.. Nie wygłupiaj się.
Nic. Zero reakcji.
-Diana.
Dopiero teraz wstała, ale usiadła z powrotem. Zobaczyłem, że jedzie samochód.
-Diana, do cholery jasnej. Wstawaj.
-Nie mogę, moja noga. 
-Diana, to nie są żarty, wstawaj.
-Nie mogę.
Kiedy chciałem do niej podbiec, zobaczyłem światła auta i pisk opon. Kiedy wszystko ucichło, przerażony spojrzałem na moją ukochaną. Leżała na ziemi. Z jej ust leciała krew, jej ciało miało dziwną pozycje. Na głowie miała przecięcie, a z tyłu głowy lała się krew. Kierowca pojazdu wybiegł z auta i podleciał do niej. Ja stałem jak sparaliżowany. Dopiero po chwili, jakby coś mnie pchnęło. Podbiegłem do niej. Zacząłem szarpać ją za ramiona, a do mężczyzny, krzyczałem, by dzwonił na pogotowie. Nie reagowała na nic. Łzy lały się po moich policzkach. Sprawdziłem jej puls. Nic nie wyczułem.
Po 10 minutach przyjechała karetka. Od razu do niej podbiegli. Policja, która również przyjechała na miejsce odciągała mnie od niej. Ja nie chciałem jej zostawić, nie mogłem. Wyrywałem się im, krzyczałem. Oni wygrali. Trzymali mnie mocno. Po chwili zobaczyłem, jak podnoszą lekko jej ciało. Myślałem, że ją uratują. Byłem tego pewien. Myliłem się. Oni podnieśli jej ciało i położyli ją na czarny, foliowy worek. Potem go zasunęli i schowali.
-Nie! -krzyknąłem. Nie mogłem nic mówić, przez płacz, strach, złość.
Podszedł do mnie lekarz.
-Przykro mi. -powiedział.
-Nie. -powiedziałem ciszej. -Diana! Nie.. Diana!
Podbiegłem do samochodu. Chciałem wyciągnąć jej ciało, ale nie mogłem. Odsunąłem tylko kawałek i widziałem jej twarz. Rozpłakałem się jeszcze bardziej. Znowu mnie odciągali. 
-Diana, nie rób mi tego! Diana ,ja Cię kocham.. 
Humor do dupy ,to rozdział do dupy. ;-;
5 komentarzy i 19 rozdział. 

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 17 :-)

-Teraz?
-Tak.
Wyszedł z pokoju, do kuchni. Zamknął drzwi i wykręcił numer do Louis'a.
-Cześć Harry.
-Louis. To już za miesiąc. Ja się muszę sprężać.
-Spokojnie. Zdążysz ze wszystkim.
-Mam nadzieje.
Rozmawiali tak jeszcze 5 minut. Siedziałam w sypialni. Położyłam się na łóżku. W końcu przyszedł Harry.
-Kochanie.. -powiedział Harry.
-Hmm..
-Mam na Ciebie ochotę. -podszedł do łóżka i zawisnął nade mną całując moją szuję.
-Mmm.. -mruknęłam z zadowolenia. -Nie dzisiaj. 
-No proszę. -włożył ręce pod moją koszulkę.
-Nie. -wstałam z łóżka.
-Jesteś taka..bez serca. -powiedział i zrobił smutną minę.
-Ooo, naprawdę? -zaśmiałam się.
-Mhm. - skrzyżował ręce i spuścił głowę.
-Oj, Harry..
Nic nie odpowiedział. Dalej siedział w tej samej pozycji.
-Ugh.. Nie nabierzesz mnie na to. -powiedziałam. -Idę wziąć prysznic.
Wzięłam potrzebne mi rzeczy i ruszyłam do łazienki. Jak zwykle nie zamknęłam drzwi. Przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze, po czym zaczęłam kolejno zrzucać z siebie ubrania, a na końcu bieliznę. Weszłam do kabiny, a następnie odkręciłam gorącą wodę, która zaczęła spływać po moim ciele. Najpierw umyłam swoje długie włosy. Potem wzięłam żel pod prysznic o zapachu wanilii. Wtarłam go w swoje ciało i spłukałam. Wyszłam. Otuliłam się puszystym, białym ręcznikiem, a w drugi zawinęłam swoje włosy. Drzwi od łazienki uchyliły się i zobaczyłam w nich Harry'ego.
-Jeszcze tego tu brakuje. -mruknęłam pod nosem.
Wszedł do łazienki i zamknął drzwi.
-Po co tu przyszedłeś?
-Żeby wziąć prysznic, kotku.
Był w samych bokserkach. Ściągnął je i wszedł pod prysznic. Ja w tym czasie odwinęłam swój ręcznik, wytarłam dokładnie ciało, ubrałam bieliznę i luźną koszule nocną. Potem ściągnęłam ręcznik z głowy, uczesałam włosy i wysuszyłam je. Harry w tym czasie wyszedł z pod prysznica. Wziął ręcznik, wytarł się nim i założył czyste bokserki. Włosy tylko kilka razy potarł ręcznikiem. Wziął swoje perfumy i popsikał się nimi. Wyszliśmy w tym samym czasie. Położyliśmy się do łóżka. Harry nadal się nie odzywał. Odwrócił się do mnie tyłem.
-Długo masz zamiar się do mnie jeszcze nie odzywać?
Nic. Cisza.
-Dobra, przepraszam. Po prostu nie miałam ochoty.
Nadal nic.
-Harry. -wrzasnęłam.
-No co? -odwrócił się do mnie.
-Przepraszam.
Popatrzył mi w oczy i mnie pocałował.
-Nic się nie stało. Po prostu jestem zmęczony. Dobranoc kochanie.
-Dobranoc.
Wtuliłam się w niego i usnęłam.

* miesiąc później *
Jesteśmy z Harry'm wolni. Już minęły 3 tygodnie od rozprawy w sądzie. Rick został skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Byłam taka szczęśliwa. Dzisiaj jest ten piękny, długo oczekiwany dzień. 24 grudnia. Wigilia. Ja, Harry, Louis, Samantha oraz rodzice Harry'ego i jego siostra siedzieliśmy przy stole i spożywaliśmy posiłki. W tle leciały piękne kolędy. Za oknami widać było przystrojone domy i padający śnieg. Atmosfera była cudowna. Dawno się tak nie czułam. Kiedy skończyliśmy jeść, przyszedł czas na prezenty. Każdy coś dostał. Każdy był zadowolony. Każdy się cieszył. To było niesamowite.
-Mogę prosić o uwagę? -niespodziewanie zapytał Harry.
Każdy popatrzył w jego stronę i nagle zrobiło się jakoś..cicho.
-Dziękuje. W ten piękny, a zarazem niesamowity dzień chciałbym.. Chciałbym o coś prosić tą piękną kobietę, która właśnie przede mną siedzi. -mówiąc to patrzył się na mnie. -Diana, słońce. Nie znamy się bardzo długo. Czasami było gorzej, ale zawsze sobie jakoś z tym radziliśmy. Z każdym dniem zakochuje się w Tobie od nowa..po prostu Cię kocham. Jak wariat. Skradłaś moje serce. -wypuścił powietrze. -Nie będę owijał w bawełnę. -uklęknął na jedno kolano i z kieszeni w garniturze wyjął małe, czerwone pudełeczko. Kiedy je otworzył, ujrzałam piękny pierścionek. -Diano Jones, czy zostaniesz moją żoną? -cały czas patrzył mi się w oczy,nie wiedziałam co powiedzieć. Serce biło mi tak szybko..
-Ja.. 
5 komentarzy i 18 rozdział <3

Rozdział 16 :-)

-Pojedziesz ze mną do studia tatuaży?
-Jasne, że tak. Ale po co?
-Jak to po co? Żeby zrobić tatuaż. -zaśmiał się.
-Kochanie, nie za dużo tych tatuaży? Masz ich..sporo.
-Nie marudź ,Bella. To jedziemy?
-Tak.
Pocałował mnie w usta. Wsiedliśmy do samochodu i po 20 minutach byliśmy już pod studiem. Weszliśmy do środka. Było tam..zwyczajnie. Przy biurku siedziała jakaś kobieta. Właśnie do niej podeszliśmy.
-Dzień dobry, Ellie. -przywitał się z nią Harry.
-Dzień dobry Harry. Jak dawno Cię u nas nie było. -uśmiechnęła się do niego. -Zazwyczaj przychodziłeś sam, a dzisiaj z..? -spytała.
-Dianą. To jest Diana, moja dziewczyna.
-Dzień dobry. -powiedziałam.
-Cześć. -podała mi rękę. -To jak Harry. Pokazać Ci album, czy sam sobie wymyśliłeś wzór ? -zaśmiała się.
-Oczywiście, że sam.
-To idźcie tam na prawo. Powinien być Jack. 
-Dobra, dzięki.
Poszliśmy. Weszliśmy za jakąś zasłonę. Był tam jeden fotel, potem kolejna zasłona i kolejny fotel i chyba z 5 takich przedziałów. Przy fotelu siedział duży, łysy, wytatuowany mężczyzna. Odwrócił głowę w naszą stronę i się uśmiechnął.
-Harry. Cześć. -podał mu rękę.
-Cześć Jack. Kolejny tatuaż przyszedłem zrobić.
-A zmieści Ci się gdzieś ? -zażartował.
-Jasne, że tak. Na prawym ramieniu.
-Dobra. Połóż się
Harry podszedł do fotela i się na nim położył, ściągając wcześniej koszulkę.
-Kochanie, idź usiądź na to krzesło w rogu. -zwrócił się do mnie.
Zrobiłam jak poprosił.
-To co piszemy ?
-"Diana&Harry". -popatrzył się na mnie. Uśmiechnęłam się do niego. Miałam łzy w oczach. To było takie piękne i słodkie.
-Się robi.
Po około półtorej rodziny skończył.
-I jak? -zapytał Jack Harry'ego.
-Super. -odpowiedział. -Kochanie, chodź zobacz.-Podeszłam do niego. To było śliczne. Przez ten czas, który przesiedziałam myślałam długo nad jedną sprawą, aż się zdecydowałam.
-Przepraszam, ja też bym chciała tatuaż.
Harry popatrzył się na mnie ze zdziwieniem.
-Na pewno, kochanie?
-Tak.
-Dobra, to się połóż. Gdzie chcesz?
-Tutaj, gdzie Harry.
Zdjęłam koszulkę. Położyłam sobie ją na brzuchu.. Mężczyzna popatrzył na mój biust, na co się zaśmiałam.
-Jack. -powiedział poważnie Harry.
-No dobra, już.
Znów się zaśmiałam. Ten zazdrosny Harry. 
-To co robimy?
-"Harry&Diana". -popatrzyłam się na Harry'ego. Uśmiechał się. Wziął krzesło, postawił je koło fotela i złapał mnie za rękę. Po około godzinie wyszliśmy zadowoleni.
-No ,no mam pierwszy tatuaż. -zaśmiałam się.
-Kocham Cię. -przytulił mnie i pocałował.
Po godzinie dojechaliśmy do domu. 
-I pomyśleć, że już za miesiąc święta. -powiedziałam do Harry'ego.
Ten poderwał się.
-Coś się stało?
-Ja muszę zadzwonić. 
5 komentarzy i 17 rozdział <3

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 15 :-)

Zerwaliśmy się równo z łóżka i pobiegliśmy na dół. Zobaczyliśmy wybitą szybę w kuchni. Na podłodze leżała potłuczona szyba i papier, zawinięty w kamień. Harry wziął go do ręki i odwinął papier. Było na nim napisane ;
'' To jeszcze nie koniec. ''
Byłam w szoku. Wystraszyłam się.
-Teraz w środku nocy nikt nie przyjedzie wstawić nowej szyby. Jutro zadzwonię do pana Dawsona. Teraz idź spać, a ja tu posiedzę, żeby nic nie zginęło.
-Chce być z Tobą.
-Powiedziałem, idź spać. -podniósł głos. Był zdenerwowany całą tą sytuacją.
Ruszyłam w stronę schodów. Kiedy już wchodziłam po kolejnych stopniach, zatrzymałam się i odwróciłam.
-Harry. -szepnęłam cicho.
-Tak?
-Co z tą kartką?
-Jutro zaniesiemy ją na policje.
-Mhm.. Harry.
-Proszę?
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.
Zeszłam do niego i pocałowałam go namiętnie w usta. Potem z powrotem weszłam po schodach do naszej sypialni. Położyłam się na łóżku i usnęłam.
Obudziłam się. Odwróciłam głowę z nadzieją, że koło mnie będzie leżał Harry. Nie było go. Spojrzałam na zegarek była 9:30. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, potem wysuszyłam włosy. Zrobiłam lekki makijaż. Ubrałam na siebie czystą, białą bieliznę, do tego szare rurki i białą koszulkę z ćwiekami. Zeszłam na dół. Była już 10.00. Szyba w kuchni była zrobiona. W salonie na kanapie spał Harry. Pocałowałam go w policzek i poszłam zrobić śniadanie. Zrobiłam 2 kanapki dla siebie i 3 dla Harry'ego. Podeszłam do niego by go obudzić.
-Kochanie..
-Hmmm.. -przekręcił się na drugi bok.
-Wstawaj. Zrobiłam śniadanie.
-Za chwilkę.
-Harry. Musimy jechać na komisariat.
-Pamiętam. 5 minutek.
-O której poszedłeś spać?
-Około 4 nad ranem usnąłem. Potem o 7 zadzwoniłem po pana Dawsona. Przyjechał, zrobił i o 8.48 się położyłem. -ziewnął.
-Masz 5 minut. -mruknęłam.
-Okej..
Wyszłam z salonu i poszłam do kuchni. Nalałam jeszcze do szklanek soku pomarańczowego. Zaczęłam jeść swoją jedną kanapkę. Gdy ją zjadłam, poszłam znowu do Harry'ego. Lekko nim potrząsnęłam.
-Śpiochu, wstawaj.
-5 minutek.
-Tak samo mówiłeś równo 5 minut i 30 sekund temu. Wstawaj, już.
-Mhm, już.
-Bo pożałujesz.
-Oj tam..
Miałam plan. Był przykryty kocem tylko do pasa, a cały tors był odkryty. Poszłam do kuchni, nalałam do szklanki zimną wodę i  poszłam do niego z powrotem.
-To jak? Wstajesz po dobroci, czy nie?
-Nie. -zaśmiał się.
-Okej.
Całą zawartość wody, jaka znajdowała się w szklance wylałam na jego tors. Zerwał się do pozycji siedzącej. Był w szoku.
-Nie chciałeś po dobroci. -uśmiechnęłam się do niego niewinnie.
-Ty.. -nie dokończył. Zerwał się z kanapy i zaczął mnie gonić po całym domu. Na moje nieszczęście gdy biegłam po schodach potknęłam się i wywróciłam. Szybko przekręciłam się tak, że na jednym stopniu siedziałam, a plecy miałam oparte o drugi. Podbiegł do mnie.
-Mam Cię.
-No tak. -zrobiłam smutną minę. -To co mi zrobisz?
-Kocham Cię. -pocałował mnie w usta.
-Chodź na śniadanie.
Weszliśmy do kuchni i usiedliśmy przy stole. Zjadałam swoją drugą kanapkę, a Harry wszystkie swoje. Kiedy już zjedliśmy, Harry poszedł wziąć prysznic. Wszystkie brudne naczynia umyłam ręcznie. Potem poszłam do salonu oglądać telewizje. Po 15 minutach zszedł Harry.
-Możemy jechać. -oznajmił.
Poszłam po potrzebne mi rzeczy. Zamknęłam drzwi od domu na klucz i wsiadłam razem z Harry'm do samochodu. Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy na komisariat. Opowiedziałam wszystko co do tej pory zrobił mi Rick. On siedział nadal w celi. Policjant spisał moje zeznania i powiedział, że prawdopodobnie będzie rozprawa sądowa.
-Skontaktuje się z państwem, jak będę wiedział więcej.
-Jeszcze jedno. -dodał Harry.
Wyciągnął on kartkę, jaką ''dostaliśmy''.
-Proszę nam to zostawić. Oddam to do labolatorium. Może będą odciski palców. Jak już mówiłem wcześniej ,jeśli będę coś tylko wiedział na temat rozprawy, lub tej sprawy z kartką, zadzwonię do państwa.
-Dobrze. Dziękujemy. -powiedziałam.
Wyszliśmy. Zimne powietrze uderzyło w moje ciało.
-Kochanie, mam pytanie. -powiedział Harry.
-Jakie?
5 komentarzy i 16 rozdział <3

Rozdział 14 :-)

-Zapomniałem Ci powiedzieć. Zaprosiłem naszych paru znajomych na imprezę. Dzisiaj. 
-To świetnie. A na którą?
-Na 20.30..
-Cholera.
Z pośpiechem poszliśmy obydwoje pod prysznic, żeby było szybciej. Harry kupił wcześniej zakupy, więc nie było problemu. Ubrałam się w krótką sukienkę i zrobiłaś makijaż. Harry miał na sobie jeansy i czarną koszulkę. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Usiadłam w salonie, a Harry poszedł otworzyć drzwi. Przyszli pierwsi goście.
*3 godziny później *
Zabawa trwała w najlepsze. Wszyscy byli wstawiani. Ledwo stali na nogach. Poznałam dziewczynę Louis'a -Samanthe ,to bardzo sympatyczna dziewczyna. Świetnie się z nią bawiłam. Nie piliśmy dużo. Wiedzieliśmy co się dzieje wokół was. Harry z Louis'em poszli do kuchni po kolejne piwa dla gości, a ja z Samanthą siedziałyśmy na stole.
-Dlaczego masz zadrapania na szyi? -spytała Samantha patrząc na moją szyje.
-Yyy, bo..
-Dobra, nie tłumacz się. -zaśmiała się. -Dobry jest?
-Co? Ale kto i gdzie?
-No jak to kto? Harry. W łóżku.
-Proszę Cię. -przewróciłam oczami.
Ktoś zapukał do drzwi.
-Kogo niesie o tej porze ? -zdziwiłam się. Wstałam pewnym krokiem i otworzyłam drzwi, ale zaraz tego żałowałam. W drzwiach zobaczyłam uśmiechającego się chytrze Rick'a. Całą twarz miał w strupach i opatrunkach. Oczy automatycznie zalały mi się łzami. 
-No cześć piękna.. Dawno żeśmy się nie widzieli. -zadrwił.
-Czego chcesz?
-Może mnie wpuścisz? -nie czekając na moją odpowiedź wszedł pewnym krokiem do naszego domu. Rozglądnął się po nim.
-No, no. Nieźle się urządziliście. -złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. Zjechał dłonią na moje pośladki.
-Harry! -zaczęłam krzyczeć. Nic z tego. Nie usłyszy. Muzyka grała za głośno.
-Nie krzycz. Nic Ci nie chce zrobić.
Nikt nas nie widział, ponieważ staliśmy w korytarzu. 
-To po co tu przyszedłeś?
-Wyrównać rachunki za to, co zrobił mi twój kochaś, kochanie.
Przybliżył dłoń do mojego policzka. Najpierw zaczął go lekko gładzić, a zaraz po tym zamachnął się i z całej siły uderzył mnie w twarz. Załapałam się za policzek. Łza spłynęła z mojego oka. Zaraz po tym uderzył mnie drugi raz, w drugi policzek. Złapał mnie mocno za włosy i pchnął do ściany. Przytrzymał mnie za ramiona i z całej siły kopną mnie z kolana w brzuch. Upadłam na podłogę. Popatrzyłam się na niego błagalnym wzrokiem. Podniósł mnie wściekły, złapał mocno za biodra i poprowadził w stronę salonu, gdzie trwała impreza. Każdy patrzył się w naszą stronę. Wszyscy byli przerażeni. Ktoś zaczął piszczeć. Nagle muzyka ucichła. Popatrzyłam w stronę odtwarzacza i zobaczyłaś Harry'ego oraz Louisa. Harry był w szoku.
-Wszyscy stąd teraz wyjdźcie tarasem. -powiedział Harry do gości.
Nikt się nie ruszał. Stali tak jak wcześniej i patrzyli się to na mnie, to na Ricka. 
-Powiedziałem, wyjdźcie stąd!
Dopiero teraz goście ruszyli się do wyjścia. W salonie nie zostało nikogo prócz mnie, Harry'ego, Louisa, Samanthy i oczywiście Rick'a. 
Harry podszedł do szuflady i wyciągnął z niej broń. Wycelował nią na Ricka.
-Nawet jej nie dotykaj. -wysyczał przez zęby Harry.
-Już to zrobiłem. Popatrz na jej policzki.. -zaśmiał się. -Nie widziałeś jeszcze jej brzucha.-dokończył.
Wyciągnął z tylnej kieszeni swoich spodni nóż i przyłożył mi go do gardła.
-Nie rób żadnych nie potrzebnych ruchów, bo ta piękność zginie na twoich oczach.
Ja tylko stałam i płakałam, patrząc na Harry'ego.
Rick nie zwracał uwagi na nic, tylko na mnie i na Harry'ego. Zaraz usłyszałam jakiś dziwny dźwięk i brak dotyku Rick'a na sobie. Popatrzyłam za siebie. Stała tam Samantha z patelnią w ręku. Na podłodze leżał nieprzytomny Rick. Poleciałam szybko do Harry'ego i przytuliłam go mocno. Potem podeszłam do Samanthy i ją też przytuliłam.
-Dziękuje. -szepnęłam.
-Nie masz za co. Tak się o Ciebie bałam. -odpowiedziała.
Wróciłam do Harry'ego. Ten mocno mnie do siebie przycisnął. Syknęłam z bólu.
-Mój brzuch..-powiedziałam.
-Zdejmij sukienkę, a ty Louis, dzwoń na policje.
Louis wziął telefon i poszedł do innego pokoju zadzwonić. Ja w tym czasie ściągnęłaś z siebie sukienkę jak prosił Harry. Miałam cały czerwony brzuch. Bolał mnie. Harry uklęknął i pocałował mnie w niego.
-Przepraszam. -powiedział.
-Za co?
-Za to, że nie umiem się tobą zaopiekować. Nie umiem Cię przed nim obronić.
-To nie twoja wina. -przytuliłam go i pocałowałam w policzek.
Poszłam do łazienki wziąć szlafrok. Po 15 minutach przyjechała policja i zabrała Rick'a.
-A Państwa zapraszamy jutro na komisariat. Muszą państwo złożyć zeznania. -powiedział policjant.
-Oczywiście się zjawimy. -powiedział Harry.
-To dobrze. Dobranoc.
-Dobranoc. -powiedzieliśmy równo.
Drzwi się zamknęły. Opadłam zmęczona i zszokowana całą tą sytuacją na kanapę. 
-My też się będziemy już zbierać. -powiedział Louis.
-Już? -zapytałam.
-Musimy.
-Okej..
 Wstałam i podeszłam do Samanthy. Przytuliłam ją i Louisa. Jeszcze raz im podziękowałam. Wyszli.
-Idę pod prysznic. -powiedziałam do Harry'ego..
-Dobrze.
Poszliśmy razem na górę. Kiedy już byłam odświeżona, Harry poszedł w moje ślady. Potem położyliśmy się na łóżku. Leżeliśmy w ciszy. Głowę miałam na Harry'ego torsie. On bawił się moimi włosami. Usłyszeliśmy rozbijającą się szybę..

5 komentarzy i 15 rozdział <3

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział 13 :-)

-Diana.
-Powiedziałam. Nie, to nie. Uszanuj moją decyzje Harry.
-Ale dlaczego?
-Bo nie.
Wstałam z łóżka i chciałam wyjść z sypialni, ale Harry był szybszy i zamknął drzwi na klucz, po czym schował go do tylniej kieszeni w spodniach.
-Nie wyjdziesz stąd, dopóki mi nie odpowiesz na pytanie.
-Jakie pytanie?
-Dlaczego się nie chcesz ze mną kochać? -zapytał wściekły.
-Bo nie mam ochoty..
Złapał mnie mocno za ramiona i popatrzył mi w oczy. Bałam się, że coś mi zrobi.
-Harry..to boli. -powiedziałam ze łzami w oczach.
Puścił mnie i mocno przytulił.
-Przepraszam. -szepnął.
-Nic się nie stało.
-Powiesz mi, czy nie?
Oderwałam się od niego. Popatrzyłam mu w oczy.
-Po prostu się boje i.. brzydzę.
 Mnie?
-Nie.. -powiedziałam szybko. -Po prostu. Ja wyobrażam sobie Ricka i.. i to jest dla mnie trudne. W ogóle po tym jak straciliśmy dziecko..boje się, że znowu zajdę w ciąże i je stracę. -mówiłam ze łzami w oczach.
-Kochanie. Jak zajdziesz w ciąże będę najszczęśliwszym facetem na świecie, rozumiesz? I nie stracisz już nigdy żadnego dziecka..obiecuje. Wiem, że jest Ci trudno. Ale musisz się przełamać. Nie myśl już o Rick'u. Jego już nie ma. I w naszej pamięci już nigdy nie będzie.
Przytuliłam się do niego.
-Diana.. Zaufaj mi. Czy uważasz, że ja mógłbym Cię skrzywdzić?
-Nie..
Wpił się w moje usta. Całował mnie namiętnie i z pożądaniem. Wiedziałam, że jemu mogę zaufać. On nie zrobi mi krzywdy. Naparł na moje ciało tak, że automatycznie odsunęłam się do tyłu, kładąc się na łózko. Zwisał nade mną. Pocałunkami zjechał na moją szyje. Cicho mruknęłam. Zrobił mi malinkę. Potem zjechał jeszcze niżej, na mój dekolt. Przeszkadzała mu moja koszulka, więc zdjął ją ze mnie. Zrobiłam to samo z jego koszulką. Ściągnęłam mu od razu spodnie. Został w samych bokserkach. Ściągnął moje rurki. Chciałam ściągnąć z niego bokserki, ale powstrzymał mnie.
-Zostaw. Dzisiaj to ja zajmuję się Tobą. -szepnął z uśmiechem i pocałował mnie w usta.
Chciał rozpiąć mój stanik, dlatego podniosłam się, by mu to umożliwić. Wylądował on tam gdzie reszta naszych ubrań, czyli na drugim końcu pokoju. Dalej wiadomo co się działo.
-Dziękuję Harry. Kocham Cię.
-To ja dziękuję. -powiedział.
Spojrzeliśmy na zegarek, dochodziła 20.
-Ja pierdole! -zerwał się Harry z łóżka.
-Co się stało? -zapytałam.
Trochę krótki. ; _ ;
5 komentarzy i 14 rozdział .

Rozdział 12 :-)

-Nie.. już nigdy się nie będziesz bała.  
-Skąd możesz to wiedzieć? Nie mogę mieć pewności, że jak wyjdę z mieszkania, to on nie będzie gdzieś stał i czekał na mnie. Albo jak ty będziesz w pracy i on mi coś zrobi.. nawet tutaj. -łza poleciała z mojego oka.
Starł ją kciukiem.
-Obiecuje Ci, że on nigdy się już do Ciebie nie zbliży. Niech tylko spróbuje Cię dotknąć.. Jak tylko o tym pomyślę, co on Ci mógł tam zrobić.. -poczułam, że jego mięśnie się napięły. -Mógłbym go nawet zabić.. -wstał wściekły z łóżka i podszedł do okna. Przejechał dłońmi po twarzy. Podeszłam do niego i od tyłu go przytuliłam. 
-Kochanie.. Jak widzisz, nic mi się nie stało. Gdybyś tam nie przyszedł, pewnie leżałabym tam teraz.. - wciągnęłam powietrze i głośno je wypuściłam. -Albo on by mnie teraz miał przy sobie. To dzięki Tobie jestem tutaj. Przy Tobie. 
Odwrócił się do mnie i popatrzył. Miał łzy w oczach.
-Musze zadzwonić, przepraszam. -powiedział i wyszedł z pokoju.
Zorientowałam się, że nie oddałam bluzy Louisowi. Było mi gorąco, więc odsunęłam ją do połowy tak, że było mi widać cały stanik.Potem położyłam się na łóżku.W tym samym czasie Harry rozmawiał w innym pokoju.
-Louis.. Ja muszę to zrobić. Zrozum. Musze dbać o jej bezpieczeństwo. Ona jest dla mnie całym światem. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek ją skrzywdził. 
-Rozumiem Cie. Ze wszystkim Ci pomogę. Możesz na mnie liczyć.
-Jak myślisz.. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to w ile to wszystko załatwimy?
-Sądzę, że jak się sprężymy, załatwimy formalności to jakiś..tydzień, góra półtora.
-Jakie szczęście. Dzięki stary za pomoc.
-Nie ma sprawy. Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Trzymaj się.
Zakończył rozmowę. Poszedł do kuchni, wyciągnął dwie szklanki i nalał do nich soku, po czym poszedł do sypialni.
-Już jestem kochanie..
Nie doczekał się odpowiedzi. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Spałam. Odłożył szklanki na szafeczkę obok łóżka. Spojrzał na zegarek. Było po 21. Usiadł na łóżku i przyglądał mi się tak chwile. Przekręciłam się na drugi bok. Odkryłam się trochę. Było widać moją rozsuniętą bluzę i biustonosz. Harry zobaczył to i przegryzł dolną wargę. Miał ochotę rzucić się teraz na mnie i ściągnąć całą tą bluzę ,którą miałam na sobie. Z trudem się powstrzymał. Poszedł szybko wziąć prysznic. Wrócił z ręcznikiem zawiniętym w pasie. Podszedł do szafy. Wyciągał bokserki.
-Mmm, seksi dupcia Styles. -zaśmiałam się.
-Ej.. Oszustko. Do spania, a nie mnie podglądasz. -uśmiechnął się do mnie. Ściągnął ręcznik i ubrał bokserki.
-Teraz ja idę pod prysznic.. -wstałam z łóżka. Wzięłam wszystkie potrzebne mi rzeczy i wyszłam z sypialni. Po około 30 minutach wyszłam z toalety odświeżona. Harry leżał już w łóżku. Położyłam się obok niego i wtuliłam.
-Kocham Cię. -szepnęłam.
-Ja Ciebie też Diana. -pocałował mnie w czubek głowy. Bezpieczna usnęłam w jego ramionach.
 *Tydzień później *
Siedziałam po południu na kanapie przed telewizorem. Harry był w pracy.
Usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Harry'ego. Uśmiechnęłam się.
-Taak? -przeciągnęłam.
-Cześć słońce. powiedział. -Masz teraz czas?
-Nie mam planów, więc raczej tak.
-To przyjdź do mnie do pracy.
-Po co?
-Niespodzianka.
-No dobra. Już się zbieram. Będę za 10 minut.
-Kocham Cię. -posłał buziaka i się rozłączył. Nawet nie zdążyłam powiedzieć, że ja go też kocham.
Ubrałam buty, kurtkę, wzięłaś torebkę i wyszłam. Wiał lekki, ciepły, jesienny wiatr. Słońce jeszcze świeciło. O ślicznej barwie liście już opadały z drzew na ziemie. Dotarłam na siłownie, w której pracował Harry.
Zobaczyłam go. Widziałam jak chodzi i ogląda jak każdy ćwiczy. Podeszłam do niego.
-Cześć kochanie. -przywitałam się.
-Kocie. -wpił się w moje usta.
-Przyszłam.. Co to za niespodzianka? -ciekawiło mnie to.
-Chodź, idziemy.
Powiedział tylko, że wychodzi. Zamówił taksówkę. Podał adres kierowcy, którego w ogóle nie znałam. Nic nie mówiłam. Po 20 minutach dojechaliśmy na miejsce..
-Zamknij oczy, kochanie. -poprosił.
Zrobiłam co kazał. Wyprowadził mnie z taksówki, zapłacił kierowcy i poprowadził prosto.
-Możesz otworzyć. -szepnął wprost do mojego ucha, a po moim ciele przeszedł dreszcz.
Otworzyłam oczy. Ujrzałam piękny, ogromny, żółto-biały dom z ogrodem i basenem. Do tego garaż, a przed nim stał srebrny Range Rover. 
-H-Harry, co to jest?
-To nasz nowy dom, kochanie. -uśmiechnął się słodko. -Chodźmy do środka.
Harry otworzył drzwi. Weszłam pierwsza. Nie mogłam w to uwierzyć. Po lewej stronie był salon, po prawej łazienka i piwnica oraz schody prowadzące na piętro. Na przeciwko była kuchnia, a dalej było przejście do jadalni. Na piętrze znajdowała się sypialnia połączona z łazienką, pokój gościnny ,oraz dwa inne pokoje. Jeden ze sprzętami na siłownie, a drugi pusty.
-Harry, on jest taki piękny. -rozpłakałam się. To były łzy szczęścia.
-Ciesze się, że Ci się podoba.
-Ale.. jak my go utrzymamy?
-Spokojnie, mało nie zarabiam. Tutaj na pewno będziemy bezpieczni. Wszystko tutaj jest. Trzeba będzie jechać jeszcze po nasze rzeczy i już od dzisiaj możemy tutaj mieszkać.
-A po co nam samochód ?
-Mam prawo jazdy ,laluniu.-zaśmiał się.
-Kocham Cię. Dziękuje.
Przytuliłam się do niego. Pocałowałam go w usta. Pojechaliśmy naszym nowym samochodem do domu po resztę rzeczy. Gdy wróciliśmy, Harry poszedł wszystko zostawić w naszym nowym domu, a mi kazał stać koło samochodu. Potem przyszedł i wziął mnie na ręce. Przeniósł mnie przez próg.
-Harry, debilu, tak się robi, jak zostałabym twoją żoną. -zaśmiałam się.
-Oj tam. -pocałował mnie w usta. Wszedł ze mną po schodach do naszej sypialni. Położył mnie na łóżku. Chciał mi rozpiąć koszule, ale nie pozwoliłam mu na to.
-Harry, nie. Nie chcę.  
5 komentarzy i 13 rozdział <3