niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 18 :-)

-Ja.. ja. -zaczęłam się jąkać.
Patrzył na mnie. Mogłam zobaczyć w jego oczach.. strach.
-Oczywiście, że tak. -uśmiechnęłam się. Łza spłynęła z mojego policzka. Harry odetchnął z ulgą. Wstał i założył mi pierścionek. Przytuliłam się do niego. Zaraz po tym on wpił się w moje usta. Wszyscy zaczęli bić brawa i nam gratulować.
-Jeszcze coś. -powiedział Louis. Uklęknął przed Samanthą i powiedział. 
-Samantha, kocham Cię.. Wyjdziesz za mnie? -zaśmiał się.
-Boże, Louis, tak. Kocham Cię. -powtórzyła się sytuacja, jak u mnie.
Po 2 godzinach wszyscy goście wyszli. Gdy tylko zamknęłam drzwi, Harry mocno mnie do nich przyparł i pocałował.
-Kocham Cię. - powiedział.
-Ja Ciebie też.
Odeszłam od niego i zaczęłam sprzątać ze stołu. Włożyłam wszystkie naczynia do zmywarki. Harry w tym czasie był na górze i coś robił.
-Kochanie. -powiedział, kiedy już był w kuchni, obok mnie.
-Hmm.. -mówiąc to zamknęłam oczy, przechyliłam głowę do przodu i zaczęłam masować swój kark. Podszedł on on tyłu, zdjął moje ręce i zaczął mi robić masaż.
-Chodź na górę. -szepnął mi do ucha.
Pociągnął mnie za rękę. Weszliśmy po schodach i skierowaliśmy się w kierunku łazienki. Kiedy tam weszliśmy ,zaniemówiłam. Na szafkach były zapalone świeczki, tylko świeczki. Z radia leciała piękna, relaksująca muzyka. W naprawdę ogromnej wannie, w której zmieściło by się ze 4 osoby, była gorąca woda, piana oraz płatki róż.  
-To jest..piękne. -pocałowałam go.
-Ciesze się, że Ci się podoba. -uśmiechnął się.
-A tak w ogóle..skąd wziąłeś róże?
-Jak to skąd? Ze sklepu ,przecież nie z ogrodu kochanie. -uśmiechnął się szeroko. -Wchodzisz do tej wody, czy nie? -zaśmiał się.
-Mhym..
Kiedy już rozebrałam ciuchy i byłam w samej bieliźnie, Harry miał wychodzić z pomieszczenia.
-A ty gdzie? -zapytałam.
-Na dół.
-Nie będziesz ze mną?
-A chcesz? -podniósł jedną brew do góry.
-No chodź.
Zaczął się rozbierać. Kiedy nie mieliśmy już na sobie nic, do wanny najpierw wszedł Harry, a potem ja. Oparłam głowę o jego tors.
DOBRA ,WŁĄCZCIE TO : http://www.youtube.com/watch?v=5anLPw0Efmo - JAK PRZECZYTACIE TĄ KWESTIE, MOŻECIE WYŁĄCZYĆ.  ALE CZYTAJCIE POWOLI ;-;
-Harry..
-Tak?
Łza spłynęła po moim policzku. Starłam ją szybko, żeby Harry nie zauważył, ale niestety zobaczył.
-Ej, kochanie. Co jest?
Usiadłam na przeciwko niego. Podkuliłam swoje kolana i popatrzyłam na niego ze łzami w oczach.
-Diana..
-Co byś zrobił, gdyby mi się coś stało?
-O czym ty mówisz?
-Co byś zrobił, gdybym.. umarła?
-Diana co ty..
-Odpowiedz.
...
Siedzę z Dianą na ławce w parku. Jest piękna, roześmiana, zresztą jak zawsze. Trzymamy się za ręce.
-Pójdziemy do kawiarni ? -spytała. -Pić mi się chce. -zmarszczyła dziwnie nos, na co ja się zaśmiałem.
-Jasne. Chodź. -pociągnąłem ją za rękę.
Szliśmy powoli, rozmawiając, śmiejąc się. Nic się takiego nie działo. Zeszliśmy na pobocze, ponieważ nie było chodnika. Szturchnęła mnie lekko w ramie. Popatrzyłem na nią. Ona popatrzyła się na mnie. Ah ,te jej piękne oczy. Znowu mnie szturchnęła.
-Diana. -zaśmiałem się.
-No co ?
-Co, co ? -drażniłem się z nią.
-Złapiesz mnie ?
-Nie chce mi się Cię gonić.
-Oj, pan Styles wymięka.
-Serio? No to zobaczymy, kto zaraz będzie taki cwany. 
Zacząłem ją gonić. Śmiała się. Samochody przejeżdżały obok nas,ale nic sobie z tego nie robiliśmy. Biegaliśmy dalej. Niedaleko nas, była zamknięta studnia. Wbiegła na nią. Ja wbiegłam za nią. Chciałem ją złapać, kiedy jakieś dziecko pchnęło mnie ,popchnąłem ją. Potknęła się ona o coś metalowego, upadła na jezdnie. Była zdezorientowana. Siedziała i się nie ruszała.
-Wstawaj Diana.. Nie wygłupiaj się.
Nic. Zero reakcji.
-Diana.
Dopiero teraz wstała, ale usiadła z powrotem. Zobaczyłem, że jedzie samochód.
-Diana, do cholery jasnej. Wstawaj.
-Nie mogę, moja noga. 
-Diana, to nie są żarty, wstawaj.
-Nie mogę.
Kiedy chciałem do niej podbiec, zobaczyłem światła auta i pisk opon. Kiedy wszystko ucichło, przerażony spojrzałem na moją ukochaną. Leżała na ziemi. Z jej ust leciała krew, jej ciało miało dziwną pozycje. Na głowie miała przecięcie, a z tyłu głowy lała się krew. Kierowca pojazdu wybiegł z auta i podleciał do niej. Ja stałem jak sparaliżowany. Dopiero po chwili, jakby coś mnie pchnęło. Podbiegłem do niej. Zacząłem szarpać ją za ramiona, a do mężczyzny, krzyczałem, by dzwonił na pogotowie. Nie reagowała na nic. Łzy lały się po moich policzkach. Sprawdziłem jej puls. Nic nie wyczułem.
Po 10 minutach przyjechała karetka. Od razu do niej podbiegli. Policja, która również przyjechała na miejsce odciągała mnie od niej. Ja nie chciałem jej zostawić, nie mogłem. Wyrywałem się im, krzyczałem. Oni wygrali. Trzymali mnie mocno. Po chwili zobaczyłem, jak podnoszą lekko jej ciało. Myślałem, że ją uratują. Byłem tego pewien. Myliłem się. Oni podnieśli jej ciało i położyli ją na czarny, foliowy worek. Potem go zasunęli i schowali.
-Nie! -krzyknąłem. Nie mogłem nic mówić, przez płacz, strach, złość.
Podszedł do mnie lekarz.
-Przykro mi. -powiedział.
-Nie. -powiedziałem ciszej. -Diana! Nie.. Diana!
Podbiegłem do samochodu. Chciałem wyciągnąć jej ciało, ale nie mogłem. Odsunąłem tylko kawałek i widziałem jej twarz. Rozpłakałem się jeszcze bardziej. Znowu mnie odciągali. 
-Diana, nie rób mi tego! Diana ,ja Cię kocham.. 
Humor do dupy ,to rozdział do dupy. ;-;
5 komentarzy i 19 rozdział. 

6 komentarzy: